Dennis w duchu przeklinał, że nie jest tu jaśniej, ale ministerstwo oszczędzało na wszystkim, co się dało, nawet na oświetleniu. Na przyszłość będzie musiał chodzić na ćwiczenia rehabilitacyjne. W jego krwi znaleziono niezidentyfikowaną substancję. Oddałam już próbkę do analizy. Niestety nie udał nam się całkowicie oczyścić rany.
- Kiedy odzyska przytomność?
- Nie wiem. Jest w silnym szoku i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się z niego otrząśnie.
Dennis był już po operacji oczu i teraz miał ściągany opatrunek. Nie dawali mu żadnej szansy, że kiedykolwiek będzie widział tak, jak przed wypadkiem. Ale łudził się, że cokolwiek zobaczy. Nie spodziewał się, że jest tak źle. Przed oczami ukazał mu się rozmyty obraz. Miał zachwianą ostrość widzenia, przez co nie mógł dojrzeć konturów, lecz jedynie zlewające się ze sobą barwy.
- I jak? - dopytywał się Dennis.
- Dzięki jednemu żołnierzowi. Tylko mnie zdziwił fakt, że nie było go z wami…
- Ktoś jeszcze został ranny, oprócz mnie? Kto?
- Jerry - cicho wyszeptał Hendrix.
- Mój syn? - zaczął sobie w końcu niektóre rzeczy kojarzyć. - Co z nim?
Komandor miał już zamiar wstać, żeby się zobaczyć z chłopcem, ale major go powstrzymał, tłumacząc mu:
- Jerry żyje, hoć stracił sporo krwi. Przeszedł już transfuzję, ale nie odzyskał jeszcze przytomności.
- Muszę go chociaż dotknąć.
- Medycy nikogo do niego nie dopuszczają. A poza tym musisz odpocząć.


Pozostałe texty:
1 2 3 9888 9889 9890 9891 9892 10934 10935 10936