Jerry nie był nawet świadom, jakie wywołał zamiezanie. Spał, nie wiedząc co się wokół niego działo. Dla niego w tej chwili koszmar się skończył.
Do sali wszedł komandor Richardson, trzymając się ramienia jednego żołnierza o stopniu starszego kaprala. Obaj wartownicy stanęli na baczność i zasalutowali.
- Czy mam odwołać straż, komandorze? - zapytał starszy kapral.
- Jedynie na czas mojego tu pobytu - odrzekł Dennis.
Kapral skinął ręką i obaj ochroniarze po cichu wyszli.
Komandor podszedł do kozetki i rękami dotknął twarzy chłopca, bacząc uważnie, żeby nie robić nagłych ruchów.
- Chcesz, żebym tam wszedł? - zapytał szeptem chłopak i wsadził tam rękę, by sprawdzić jakdaleko sięga dno, ale nic nie wyczuł. Powodem tego faktu była z pewnością zbroja, ale widok lekko unoszącej się klatki piersiowej oznaczał, że Jerry ciągle żył. Pocieszyło to Adżanta,bo już zaczął go niepokoić zbyt długi sen zakładnika. Postanowił go wybudzić. Zostawił na chwilę chłopca i poszedł poszukać czegokolwiek, co mogłoby go obudzić. Wkrótce znalazł wydobywającą się parę z rury, która była podłączona do jednej z maszyn napędzanych gorącym powietrzem i zajmujących się chłodzeniem reaktora.
Komandor ostrożnie przekręcił rączkę z powrotem na swoje miejsce, starając się uniknąć styku z parą, żeby nie zostać poparzonym. „Ktoś musiał świadomie to otworzyć” doszedł do wniosku Jerry
Wtem usłyszeli czyjeś kroki. Napastnik zakrył usta chłopcu i podniósłszy go, ukrył się za załomem, w przyciemnionym miejscu. Było to idealne miejsce, żeby obserwować wszystko wokół, nie będąc jednak samemu zauważonym. Kroki stały się wyraźniejsze i chwilę później jakaś sylwetka minęła ich kryjówkę. Adżant zdumiał się jakie ma szczście. Znał tę osobę. To był ojciec chłopca i główny dowódca tego statku. Wystarczyłby jeden krótki strzał, by zmienić bieg historii, ale nie uczynił tego. NAGERU nie wydał takiego rozkazu, a samowolka była niedopuszczalna i surowo karana.
Chłopiec również zauważył ojca, był bezsilny, ze nie może go ostrzec. Miał nadzieję, że obcy nie będzie chciał go zabijać, bo na jego rodzimej planecie obezwładnienie przeciwnika jest wyżej cenione niż jego zabicie. Obszukał jego wszystkie kieszenie i zakamarki odzieży. Znalazłszy paszport, wyciągnął i schował go jako kolejną zdobycz wojenną.
Teraz musiał jak najszybciej zabrać, nie jest tu bezpieczny.
- W tej chwili nie ma zagrożenia. Zeskanowaliśmy całego Thundera i przeszukano wszystkie zakamarki statku, nigdzie nie znaleziono obcego.
Dennis zamyślił się chwilę, starając sobie przypomnieć. Zdawało mu się, że brakuje jakiegoś istotnego elementu.
- Jak mnie znaleziono? - ciągle dopytywał się Hendrix i dodał: - Pójdę sprawdzić.
- Nie, majorze. Będziesz tu bardziej potrzebny.


Pozostałe texty:
1 2 3 71 72 73 74 75 10934 10935 10936