- Nie wiem. Jest w silnym szoku i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się z niego otrząśnie.
Dennis był już po operacji oczu i teraz miał ściągany opatrunek. Nie dawali mu żadnej szansy, że kiedykolwiek będzie widział tak, jak przed wypadkiem. Ale łudził się, że cokolwiek zobaczy. Nie spodziewał się, że jest tak źle. Przed oczami ukazał mu się rozmyty obraz. Miał zachwianą ostrość widzenia, przez co nie mógł dojrzeć konturów, lecz jedynie zlewające się ze sobą barwy.
- I jak? - dopytywał się Dennis.
- Dzięki jednemu żołnierzowi. Tylko mnie zdziwił fakt, że nie było go z wami…
- Ktoś jeszcze został ranny, oprócz mnie? Kto?
- Jerry - cicho wyszeptał Hendrix.
- Mój syn? - zaczął sobie w końcu niektóre rzeczy kojarzyć. - Co z nim?
Komandor miał już zamiar wstać, żeby się zobaczyć z chłopcem, ale major go powstrzymał, tłumacząc mu:
- Jerry żyje, hoć stracił sporo krwi. Przeszedł już transfuzję, ale nie odzyskał jeszcze przytomności.
- Muszę go chociaż dotknąć.
- Medycy nikogo do niego nie dopuszczają. A poza tym musisz odpocząć.
Dennis próbował poskładać myśli. Wiedział już, że to Jerry był tym brakującym elementem i że nie było żadnej walki. Ale próbował ułożyć cały przebieg tamtego zdarzenia, dlatego też zapytał:
- Co było z tym ciśnieniem?
- Nie myśl teraz o tym.
- Muszę wiedzieć.
- Dobrze. Ciśnienie sprężonego powietrza. Najbardziej swój wzrok skupił na żółtym uchwycie i obok niego wylocie kanału, który w tej chwili był zamknięty. Wystarczyłoby spuścić rączkę na dół aby wypuścić gaz.
Gdy znaleźli się już obok wylotu, Jerry szybkim ruchem i delikatnie odsłonił ranę. Krew zdążyła się już rozlać po całej nodze. Adżant posypał ranę białym proszkiem, który częściowo uśmierzył ból, po czym przyłożył koszulę i przewiązał rękawami.
„Nie ma zamiaru jeszcze mnie zabijać” doszedł do wniosku Jerry
Wtem usłyszeli czyjeś kroki. Napastnik zakrył usta chłopcu i podniósłszy go, ukrył się za załomem, w przyciemnionym miejscu. Było to idealne miejsce, żeby obserwować wszystko wokół, nie będąc jednak samemu zauważonym. Kroki stały się wyraźniejsze i chwilę później jakaś sylwetka minęła ich kryjówkę. Adżant zdumiał się jakie ma szczście. Znał tę osobę. To był ojciec chłopca i główny dowódca tego statku. Wystarczyłby jeden krótki strzał, by zmienić bieg historii, ale nie uczynił tego. NAGERU nie wydał takiego rozkazu, a samowolka była niedopuszczalna i surowo karana.
Chłopiec również zauważył ojca, był bezsilny, ze nie może go ostrzec. Miał nadzieję, że obcy nie będzie chciał go zatrzymać. Jednak Adżant nie ruszył się ze swojego miejsca, tylko obserwował Jerry’ego aż do chwili, kiedy zniknął za zakrętem.


Pozostałe texty:
1 2 3 6956 6957 6958 6959 6960 10934 10935 10936