- Tak jest.
Chłopak wciąż leżał pogrążony w głębokim śnie. Koc starannie ukrywał jego ranną nogę i jedynie zabandażowana dłoń, która bezwładnie leżała koło głowy, świadczyła o wypadku. Nie znajdował się sam w tej sali. Przydzielono mu do ochrony dwóch żołnierzy, którzy mieli za zadanie nie tylko bronić przed kolejnym atakiem wrogich sił, ale także pilnować, by nikt nie został do niego dopuszczony. A wielu było chętnych, żeby go odwiedzać i nastąpiłby na Thunderze rozgardiasz. Wszyscy już wiedzieli, że obcy próbował go porwać i byli zadowoleni, że mu się to nie udało.
- On kiedyś będzie tak samo sławny jak jego ojciec - mawiali.
Jerry nie był nawet świadom, jakie wywołał zamiezanie. Spał, nie wiedząc co się wokół niego działo. Dla niego w tej chwili koszmar się skończył.
Do sali wszedł major Hendrix, który przywitał się:
- Jak się masz, komandorze?
- Gdzie ja jestem? - już w miarę przytomnie zaczął się dopytywać Dennis.
- W ambulatorium.
- Co mam powiedzieć? - zapytał Adżanta.
- Powiedz im, żeby wysłali pomoc medyczną na poziom zerowy do dwóch rannych osób i niech się lepiej pośpieszą. I rozluźnij się, zależy mi na dyskrecji.
Na obrazie wideofonu ukazała się postać kobiety, co znaczyło, że w końcu nastąpiło połączenie. Kyle zapanował nad drżącym głosem i w miarę czysto rzekł:
- Wyślijcie kogoś na najniższy poziom. Doszło tam do wypadku. Są ranni.
- „Jakie mają obrażenia?” - odezwała się kobieta.
- Nie ma czasu na wdawanie się w pogawędki - udał zniecierpliwienie Kyle, co zwróciło uwagę również obcego.
Po plecach żołnierza przeszły ciarki, gorączkowo myśląc, żeby go tylko wróg źle nie zinterpretował, co mogłoby się dla niego tragicznie skończyć. A zresztą teraz też nie miał pewności, że w ogóle doczeka się jura.
Obcy nie poruszył się, tylko nadal czujnie obserwował swojego zakładnika.
Zjechali kilkadziesiąt metrów i z daleka był już widoczny koniec kanału. Napastnik wyciągnął nóż o ostrzu długości około dwudziestu centymetrów i wbił nim w ściankę kanału. Nóż ciął metal, sypiąc naokoło iskrami i wydając hałaśliwy świst, ale też spowodował spowolnienie ich prędkości aż do całkowitego zatrzymania się w odległości dwóch metrów od wylotu.
Jerr poczuł nagle szarpnięcie i boki paska wżarły mu się w nadgarstek. Ból był dotkliwy, dlatego próbował się podciągnąć lewą ręką, żeby zwolnić choć trochę ucisk.
Obcy jedną ręką przytrzymywał się noża, a drugą podciągnął chłopca na wysokość swojej głowy i rzekł:


Pozostałe texty:
1 2 3 64 65 66 67 68 10934 10935 10936