Tors zasłaniał jeszcze jedynie cienki podkoszulek, który jako jedyny utrzymał najdłużej swoją czystość i nie był jeszcze poplamiony krwią. Obcy teraz wziął się za jego nogawkę, którą roztargał szybkim ruchem i delikatnie odsłonił ranę. Krew zdążyła się już rozlać po całej nodze. Adżant posypał ranę białym proszkiem, który częściowo uśmierzył ból, po czym przyłożył koszulę i przewiązał rękawami.
„Nie ma zamiaru jeszcze mnie zabijać” doszedł do wniosku i postanowił jeszcze sprawdzić, tak na wszelki wypadek, rdzeń reaktora.
Po kilku minutach był już prz nim i obszedłszy go ze wszystkich stron, nie stwierdził żadnego uszczerbku. Rozglądnął się po całym pomieszczeniu i przed oczami mignął mu kolor czerwony, co go zaraz zdziwiło. Dominowały tu kolory szarości i nie było żadnych, poza kolorem rdzenia, żywych barw. Skierował się w tamtą stronę i doszedł do krętych schodów, gdzie znalazł dużo rozlanej krwi. Powiało to dla niego grozą i zza pasa wyciągnął siedmiostrzałowy pistolet, relikt z ostatniego wieku. Ślady wyraźnie prowadziły w górę i tam też poszedł. Posuwał się blisko ściany, żeby nie zadeptać pozostawionych śladów. Wyszedłszy na ostatni stopień zauważył, że jest jeszcze około czterech metrów mocno zakrwawionej posadzki, a dalej tylko parę kropli niknące całkowicie w miejscach przyciemnionych.
Dennis w duchu przeklinał, że nie jest tu jaśniej, ale ministerstwo oszczędzało na wszystkim, co się dało, nawet na oświetleniu. Na przyszłość będzie musiał chodzić na ćwiczenia rehabilitacyjne. W jego krwi znaleziono niezidentyfikowaną substancję. Oddałam już próbkę do analizy. Niestety nie udał nam się całkowicie oczyścić rany.
- Kiedy odzyska przytomność?
- Nie wiem. Jest w silnym szoku i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się z niego otrząśnie.
Dennis był już po operacji oczu i teraz miał ściągany opatrunek. Nie dawali mu żadnej szansy, że kiedykolwiek będzie widział tak, jak przed wypadkiem. Ale łudził się, że cokolwiek zobaczy. Nie spodziewał się, że jest tak źle. Przed oczami ukazał mu się rozmyty obraz. Miał zachwianą ostrość widzenia, przez co nie mógł dojrzeć konturów, lecz jedynie zlewające się ze sobą barwy.
- I jak? - dopytywał się Hendrix.
- Widzę jak przez mgłę. Kształty też wydają mi się jakieś nienaturalne. Patrzeć długo nie mogę. Oczy już zaczęły mnie boleć.
- Przynieść ci okulary?
- Wtedy to już na pewno będę ślepy. Ale niech będzie.
Chwilę później Dennis założył czarne okulary przeciwsłoneczne i z sarkazmem powiedział:
- Brakuje jeszcze mi tylko laseczki albo pieska. Jak wyglądam?
- Jak agent kontrwywiadu.
- Czasami żałuję, że nim nie zostałem. Praca jest spokojniejsza i bzpieczniejsza.
Dennis usiadłszy na krześle zatopił się w myślach. „Dlaczego jeszcze żyję?” zastanawiał się. „Ten rajd im się nie powiódł, nadszarpnęło to z pewnością dumę NAGERU. Czy będzie się chciał zemścić? Jeśli tak, to musimy być przygotowani”zkazał odblokowanie wejścia do kwatery chłopca.
Po kilkudziesięciu minut. Że też akurat musiało trafić na tak strachliwego szczeniaka. Jest całkowicie niepodobny do swojego ojca, wręcz istne przeciwieństwo. NAGERU będzie rozczarowany.
Obcy chciał sprawdzić puls chłopca na tętnicy szyjnej, ale nic nie widział, całkowitą ciemność miał przed oczami. Dopiero pod dotknięciem rąk wyczuł, że to bandaże przesłoniły mu widoczność. Dodatkowo pulsowanie skroni, niewielka gorączka i ból głowy dawały mu znać, że coś się stało. Ale w tej chwili miał mętlik w głowie. Ciągle dręczy mnie myśl „ciśnienie spada”, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jak.


Pozostałe texty:
1 2 3 60 61 62 63 64 10934 10935 10936