- Teraz ty mnie zastępujesz. Wiesz jak masz postąpić?
- Oczywiście.
Kyle zaklął ze zdenerwowania, przeszukując swoje kieszenie. Był już rozdrażniony od dwóch dni, a w dodatku teraz nie mógł znaleźć sojego paszportu. „Tego jeszcze tylko brakowało” pomyślał. Nie był w najlepszym nastroju odkąd go głowa bolała i została nadszarpnięta jego duma. W dodatku stłuczenie na twarzy, objawiające się różnokolorowymi barwami, choć ostatnio bardziej dominowały odcienie fioletowe i zielone, pogłębiały tylko jego frustrację.
Uspokoił trochę nerwy w chwili nadejścia majora Hendrixa, ale nadal po nim było widać, jak dalece jest wyprowadzony z równowagi. Kyle stanął na baczność i zasalutowali.
- Czy mam odwołać straż, komandorze? - zapytał starszy kapral.
- Jedynie na czas mojego tu pobytu - odrzekł Dennis.
Kapral skinął ręką i obaj ochroniarze po cichu wyszli.
Komandor podszedł do kozetki i rękami dotknął twarzy chłopca. Wyczuł pot i bijące ciepło, co sugerowało, że Jerry zniknął już za zakrętem i obcy opuścił miotacz. Czekało go teraz polowanie na zbiega, nie powinno to stanowić dużego problemu, mimo że znajduje się tu duża ilość kanałów, wzajemnie krzyżujących się korytarzy i słabe oświetlenie.
Jerry nie przeczuwał nawet jak znalazł się blisko śmierci, kiedy lufa śmiercionośnej broni obcego została wycelowana pod jego lewą łopatkę. Tylko jakieś niezwykłe szczęście sprawiło, że nie został z niego wystrzelony promień lasera. Strach dodawał mu sił, ale pozbawił go racjonalnego myślenia. Nie wiedział dokąd biegnie, byle tylko jak najdalej od tamtego miejsca. Nie znał poziomu zerowego, nigdy tu jeszcze nie przebywał, gdyż jak słyszał nie wolno było włóczyć się tu po korytarzach. Na całym poziomie znajdowały się wyłącznie maszynownie, które były całkowicie skomputeryzowane i sterowane przez komputer pokładowy. Człowiek zjawiał się tu tylko w razie jakiegoś uszkodzenia. Było jeszcze coś, o czym nawet nie pomyślał.
Kiedy dotarł do olbrzymiej sali, stanął jak wryty. Znalazł się w pomieszczeniu i przed oczami mignął mu kolor czerwony, co go zaraz zdziwiło. Dominowały tu kolory szarości i nie było żadnych, poza kolorem rdzenia, żywych barw. Skierował się w tamtą stronę i doszedł do krętych schodów, gdzie znalazł dużo rozlanej krwi. Powiało to dla niego grozą i zza pasa wyciągnął siedmiostrzałowy pistolet, relikt z ostatniego wieku. Ślady wyraźnie prowadziły w górę i tam też poszedł. Posuwał się blisko ściany, żeby nie zadeptać pozostawionych śladów. Wyszedłszy na ostatni stopień zauważył, że jest jeszcze około czterech metrów mocno zakrwawionej posadzki, a dalej tylko parę kropli niknące całkowicie w miejscach przyciemnionych.
Dennis w duchu przeklinał, że nie jest tu jaśniej, ale ministerstwo oszczędzało na wszystkim, co się dało, nawet na oświetleniu. Na przyszłość będzie musiał chodzić na ćwiczenia rehabilitacyjne. W jego krwi znaleziono niezidentyfikowaną substancję. Oddałam już próbkę do analizy. Niestety nie udał nam się całkowicie oczyścić rany.
- Kiedy odzyska przytomność?
- Nie wiem. Jest w silnym szoku i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się z niego otrząśnie.
Dennis był już po operacji oczu i teraz miał ściągany opatrunek. Nie dawali mu żadnej szansy, że kiedykolwiek będzie widział tak, jak przed wypadkiem. Ale łudził się, że cokolwiek zobaczy. Nie spodziewał się, że jest tak źle. Przed oczami ukazał mu się rozmyty obraz. Miał zachwianą ostrość widzenia, przez co nie mógł dojrzeć konturów, lecz jedynie zlewające się ze sobą barwy.
- I jak? - dopytywał się Dennis.
Pozostałe texty:
1 2 3 56 57 58 59 60 10934 10935 10936
- Oczywiście.
Kyle zaklął ze zdenerwowania, przeszukując swoje kieszenie. Był już rozdrażniony od dwóch dni, a w dodatku teraz nie mógł znaleźć sojego paszportu. „Tego jeszcze tylko brakowało” pomyślał. Nie był w najlepszym nastroju odkąd go głowa bolała i została nadszarpnięta jego duma. W dodatku stłuczenie na twarzy, objawiające się różnokolorowymi barwami, choć ostatnio bardziej dominowały odcienie fioletowe i zielone, pogłębiały tylko jego frustrację.
Uspokoił trochę nerwy w chwili nadejścia majora Hendrixa, ale nadal po nim było widać, jak dalece jest wyprowadzony z równowagi. Kyle stanął na baczność i zasalutowali.
- Czy mam odwołać straż, komandorze? - zapytał starszy kapral.
- Jedynie na czas mojego tu pobytu - odrzekł Dennis.
Kapral skinął ręką i obaj ochroniarze po cichu wyszli.
Komandor podszedł do kozetki i rękami dotknął twarzy chłopca. Wyczuł pot i bijące ciepło, co sugerowało, że Jerry zniknął już za zakrętem i obcy opuścił miotacz. Czekało go teraz polowanie na zbiega, nie powinno to stanowić dużego problemu, mimo że znajduje się tu duża ilość kanałów, wzajemnie krzyżujących się korytarzy i słabe oświetlenie.
Jerry nie przeczuwał nawet jak znalazł się blisko śmierci, kiedy lufa śmiercionośnej broni obcego została wycelowana pod jego lewą łopatkę. Tylko jakieś niezwykłe szczęście sprawiło, że nie został z niego wystrzelony promień lasera. Strach dodawał mu sił, ale pozbawił go racjonalnego myślenia. Nie wiedział dokąd biegnie, byle tylko jak najdalej od tamtego miejsca. Nie znał poziomu zerowego, nigdy tu jeszcze nie przebywał, gdyż jak słyszał nie wolno było włóczyć się tu po korytarzach. Na całym poziomie znajdowały się wyłącznie maszynownie, które były całkowicie skomputeryzowane i sterowane przez komputer pokładowy. Człowiek zjawiał się tu tylko w razie jakiegoś uszkodzenia. Było jeszcze coś, o czym nawet nie pomyślał.
Kiedy dotarł do olbrzymiej sali, stanął jak wryty. Znalazł się w pomieszczeniu i przed oczami mignął mu kolor czerwony, co go zaraz zdziwiło. Dominowały tu kolory szarości i nie było żadnych, poza kolorem rdzenia, żywych barw. Skierował się w tamtą stronę i doszedł do krętych schodów, gdzie znalazł dużo rozlanej krwi. Powiało to dla niego grozą i zza pasa wyciągnął siedmiostrzałowy pistolet, relikt z ostatniego wieku. Ślady wyraźnie prowadziły w górę i tam też poszedł. Posuwał się blisko ściany, żeby nie zadeptać pozostawionych śladów. Wyszedłszy na ostatni stopień zauważył, że jest jeszcze około czterech metrów mocno zakrwawionej posadzki, a dalej tylko parę kropli niknące całkowicie w miejscach przyciemnionych.
Dennis w duchu przeklinał, że nie jest tu jaśniej, ale ministerstwo oszczędzało na wszystkim, co się dało, nawet na oświetleniu. Na przyszłość będzie musiał chodzić na ćwiczenia rehabilitacyjne. W jego krwi znaleziono niezidentyfikowaną substancję. Oddałam już próbkę do analizy. Niestety nie udał nam się całkowicie oczyścić rany.
- Kiedy odzyska przytomność?
- Nie wiem. Jest w silnym szoku i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się z niego otrząśnie.
Dennis był już po operacji oczu i teraz miał ściągany opatrunek. Nie dawali mu żadnej szansy, że kiedykolwiek będzie widział tak, jak przed wypadkiem. Ale łudził się, że cokolwiek zobaczy. Nie spodziewał się, że jest tak źle. Przed oczami ukazał mu się rozmyty obraz. Miał zachwianą ostrość widzenia, przez co nie mógł dojrzeć konturów, lecz jedynie zlewające się ze sobą barwy.
- I jak? - dopytywał się Dennis.
Pozostałe texty:
1 2 3 56 57 58 59 60 10934 10935 10936
Texty - strona główna
Wtem do sali weszła...
- Mam tylko szum. P...
Po plecach żołnierz...
- Twoje podanie zos...
- Puść go.
- B...
Kyle zdążył jedynie...
- Powinieneś odpocz...
Od wylotu kanału do...
Uspokoił trochę ner...
- Pozwól mi odejść ...
- To prawda. Pokona...
- Zabijesz mnie ter...
Kyle usiadł przed w...
- To dziwne.
-...
- I jak? - dopytywa...
- Nie wiem jak się ...
- W tej chwili nie ...
Chłopak wciąż leżał...
Słowa nie wywarły j...
Wszystkie teksty
Wtem do sali weszła...
- Mam tylko szum. P...
Po plecach żołnierz...
- Twoje podanie zos...
- Puść go.
- B...
Kyle zdążył jedynie...
- Powinieneś odpocz...
Od wylotu kanału do...
Uspokoił trochę ner...
- Pozwól mi odejść ...
- To prawda. Pokona...
- Zabijesz mnie ter...
Kyle usiadł przed w...
- To dziwne.
-...
- I jak? - dopytywa...
- Nie wiem jak się ...
- W tej chwili nie ...
Chłopak wciąż leżał...
Słowa nie wywarły j...
Wszystkie teksty