- Chcę tylko się dowiedzieć, czy coś zobaczę.
- Za wcześnie. Za kilka godzin czeka cię szczegółowe badania psychologiczne, z których się dowiemy czy jesteś zdolny do dalszej służby. Zrozumiano?
- Tak jest.
Chłopak wciąż leżał pogrążony w głębokim śnie. Koc starannie ukrywał jego ranną nogę i jedynie zabandażowana dłoń, która bezwładnie leżała koło głowy, świadczyła o wypadku. Nie znajdował się sam w tej sali. Przydzielono mu do ochrony dwóch żołnierzy, którzy mieli za zadanie nie tylko bronić przed kolejnym atakiem wrogich sił, ale także pilnować, by nikt nie został do niego dopuszczony. A wielu było chętnych, żeby go odwiedzać i nastąpiłby na Thunderze rozgardiasz. Wszyscy już wiedzieli, że obcy próbował go porwać i byli zadowoleni, że mu się to nie udało.
- On kiedyś będzie tak samo sławny jak jego ojciec - mawiali.
Jerry nie był nawet świadom, jakie wywołał zamiezanie. Spał, nie wiedząc co się wokół niego działo. Dla niego w tej chwili koszmar się skończył.
Do sali wszedł major Hendrix, który przywitał się:
- Jak się masz, komandorze?
- Majorze, pomóż mi ściągnąć ten opatrunek - poprosił Dennis.
- Nie można jeszcze - zaoponował major.
- Chcę tylko się dowiedzieć, czy coś zobaczę.
- Za wcześnie. Za kilka godzin czeka cię szczegółowe badania oczu i być może operacja.
- Mam mętlik w głowie. Mocno wysilił swoje wspomnienia i przypomniał sobie, że jego położenie jest nieciekawe, wróg mógł z nim zrobić wszystko, co ci powiem.
Obcy odsunął się od kanapy, ciągle celując w głowę człowieka, podciągając go ku sobie. Jerry jęknął z bólu, ponieważ była to ta ręka, którą miał uszkodzoną przez pasek. Napastnik popchnął go przed siebie i kazał mu iść, starannie pilnując odległość między nimi i tempo poruszania się. Jak zauważył, że zakładnik zwalnia, to mocno go popychał, zmuszając do przyśpieszenia.
Jerry gorączkowo myślał, jakby się stąd wydostać. Zaczął powoli czołgać się pod górę, mocno zaciskając zęby, by znowu nie zacząć wyć z bólu. Zdążył wydostać się z tej piekielnej spirali, ale przed nim rozpościerał się długi korytarz. Wiedział, że nie umknie. Wykrwawić raczej się nie zdąży, zanim tu wróg dotrze. Przysunął się pod ścianę i przymknął na chwilę powieki. Przypomniał sobie, że jego położenie jest nieciekawe, wróg mógł z nim zrobić wszystko, co chciał.
- Siadaj! - powiedział po silwarsku Adżant rozkazującym tonem i dotknąwszy ramienia swojego nowego zakładnika, który nie odzyskiwał przytomności już od kilkudziesięciu minut. Że też akurat musiało trafić na tak strachliwego szczeniaka. Jest całkowicie niepodobny do swojego ojca, wręcz istne przeciwieństwo. NAGERU będzie rozczarowany.
Obcy chciał sprawdzić puls chłopca na tętnicy szyjnej, ale nic nie widział, całkowitą ciemność miał przed oczami. Dopiero pod dotknięciem rąk wyczuł, że to bandaże przesłoniły mu widoczność. Dodatkowo pulsowanie skroni, niewielka gorączka i ból głowy dawały mu znać, że coś się stało. Ale w tej chwili miał mętlik w głowie. Ciągle dręczy mnie myśl „ciśnienie spada”, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć słowa obcego. Zaraz też zaczęły mu się kłębić w głowie zdania wypowiedziane przez wroga: „NAGERU chce cię dostać żywego. NAGERU chce cię osobiście dorwać… Wiemy wszystko… Chcę, żebyś nauczył swego syna życia… On należy do NAGERU… utrwaliło mu się najbardziej. Zaczął zgłębiać sens tej wypowiedzi i doszedł do wstrząsającego wniosku.
- Majorze, zrobiłem fatalny błąd.


Pozostałe texty:
1 2 3 5625 5626 5627 5628 5629 10934 10935 10936