- Przynieść ci okulary?
- Wtedy to już na pewno będę ślepy. Ale niech będzie.
Chwilę później Dennis założył czarne okulary przeciwsłoneczne i z sarkazmem powiedział:
- Brakuje jeszcze mi tylko laseczki albo pieska. Jak wyglądam?
- Jak agent kontrwywiadu.
- Czasami żałuję, że nim nie zostałem. Praca jest spokojniejsza i bzpieczniejsza.
Dennis usiadłszy na krześle zatopił się w myślach. „Dlaczego jeszcze żyję?” zastanawiał się. „Ten rajd im się nie powiódł, nadszarpnęło to z pewnością dumę NAGERU. Czy będzie się chciał zemścić? Jeśli tak, to musimy być przygotowani” nic tego nie zrozumiał, ale stało się inaczej. Co prawda promień lasera trafił w barierkę bezpieczeństwa, która chroniła ludzi przed upadkiem z wysokości, ale odbił się od niej i przeszedł przez prawą nogę chłopca, kilkanaście centymetrów pod kolanem.
Jerry krzyknął z bólu i przewrócił się na schody. Krew roztrysła się naokoło. Chłopak chwilę trzymał się za nogę i płakał. Ból był piekący i nawet napięcie wszyskich mięśni nie spowodowało ani odrobinę uśmierzenia. Uniósł ręce, które miał już całe czerwone od krwi i dostał torsji. Gdy już poczuł się nieco lepiej, zobaczył, jakby przez mgłę, obcego, który znacznie już przybliżył się do niego. Teraz wróg nawet nie straszył bronią, wiedział, że Ziemianin w takim stanie daleko mu nie ucieknie.
Jerry ciągle był opętany myślą, żeby się stąd wydostać. Zaczął powoli czołgać się pod górę, mocno zaciskając zęby, by znowu nie zacząć wyć z bólu. Zdążył wydostać się z tego obniżenia. Gdy dopadł już pierwszych stopni, usłyszał z daleka:
- Poddaj się!
Jerry obejrzał się i zobaczył obcego przy tych schodach, przy których wcześniej on się znajdował. Teraz w niego była wycelowana broń, której widok sparaliżował Richardsona. Opamiętał się w chwili, gdy Adżant zaczął schodzić, i szybko zaczął się piąć w górę. Napastnik zauważył to i skierował swój miotacz laserowy obok chłopca. Chciał strzelić jedynie na postrach, myślał, że po tym się od razu podda, ale stało się inaczej. Co prawda promień lasera trafił w barierkę bezpieczeństwa, która chroniła ludzi przed upadkiem z wysokości, ale odbił się od niej i przeszedł przez prawą nogę chłopca, kilkanaście centymetrów pod kolanem.
Jerry krzyknął z bólu i przewrócił się na schody. Krew roztrysła się naokoło. Chłopak chwilę trzymał się za nogę i płakał. Ból był piekący i nawet napięcie wszyskich mięśni nie spowodowało ani odrobinę uśmierzenia. Uniósł ręce, które miał już całe czerwone od krwi i dostał torsji. Gdy już poczuł się nieco lepiej, zobaczył, jakby przez mgłę, obcego, który znacznie już przybliżył się do niego. Teraz wróg nawet nie straszył bronią, wiedział, że Ziemianin w takim stanie daleko mu nie ucieknie.
Jerry ciągle był opętany myślą, żeby się stąd wydostać, rozglądł się naokoło, wypatrując okazji, ale jak na złość nie znalazł nic interesującego, żadnych wnęk, załomów, gdzie można byłoby się ukryć, nawet nie zauważył żadnej rzeczy, która mogłaby posłużyć do obrony.
Adżant zauważył, że Jerry ukradkiem spogląda wokół, toteż zwrócił się do niego:
- Nie próbuj uciekać. Stąd nie ma ucieczki.
Ostrzeżenie nic nie dało, gdyż chłopak i tak nic nie rozumiał.
- Idź już! - zdążył jeszcze dopowiedzieć ojciec.
Nastolatek podniósł się i kulejąc udał się w kierunku, gdzie miała znajdować się drabinka. Noga już go tak nie bolała, ale ogólnie czuł się osłabiony. Raz za czas odwracał głowę, by upewnić się czy obcy znowu nie będzie chciał się ujawnić i przez to nie wyrządzi mu krzywdy.
Komandor był mocno zaniepokojony po usłyszeniu relacji swojego zastępcę. - Nie było żadnej walki. Adżant wykorzystał chłopca przeciwko mnie, musiałem się poddać.


Pozostałe texty:
1 2 3 46 47 48 49 50 10934 10935 10936