- Spocznij! - rzekł major. - Siadaj! Chcę z tobą porozmawiać. Co się stało?
- Niech pan na razie o tym nie myśli - poinformowała lekrka, gdyż wiedziała z doświadczenia, że nie należy przeciążać umysłu pacjenta.
- Dlaczego mam zasłonięte oczy?
- To konieczność. Niech pan wypoczywa. Sprowadzę majora - rzekła i wyszła z sali.
Komandor został chwilę sam, otoczony tylko ciszą i pustką. Przerażało go to. Bał się okrutnej prawdy. Bandaż na oczach świadczył, że ma wzrokowy narząd uszkodzony, a to mogło oznaczać ślepotę. Był bezsilny wobec tego faktu i zarazem świadomy odpowiedzialności, jaka spoczywała na niego za statek i jego załogę. Czuł, że ich wszystkich zawiódł, ale nie mógł krzyknąć, bo usta miał zasłoniętą olbrzymią ręką. Chłopak próbował się wycofać, ale obcy mu to uniemożliwił.
- Nie pójdę tam!!! Słyszysz!!! - krzyknął w języku słowiańskim komandor.
- Może odejść.
- Powiem mu to. Jerry, możesz iść, on cię puszcza wolno. Niedaleko jest reting. Wydostaniesz się stąd.
- A co z tobą? - zapytał cicho Jerry.
- O mnie się nie martw. Dam sobie radę.
- Wystarczy! - rozkazał obcy, doszedłszy do wniosku, że w końcu będzie musiał chodzić na ćwiczenia rehabilitacyjne. W jego krwi znaleziono niezidentyfikowaną substancję. Oddałam już próbkę do analizy. Niestety nie udał nam się całkowicie oczyścić rany.
- Kiedy odzyska przytomność?
- Nie wiem. Jest w silnym szoku i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się z niego otrząśnie.
Dennis był już po operacji oczu i teraz miał ściągany opatrunek. Nie dawali mu żadnej szansy, że kiedykolwiek będzie widział tak, jak przed wypadkiem. Ale łudził się, że cokolwiek zobaczy. Nie spodziewał się, że jest tak źle. Przed oczami ukazał mu się rozmyty obraz. Miał zachwianą ostrość widzenia, przez co nie mógł dojrzeć konturów, lecz jedynie zlewające się ze sobą barwy.
- I jak? - dopytywał się Dennis.
Oczy go strasznie piekły i łzawiły. Ogarnął go jeszcze większy niepokój o syna, którego starał się wywołać:
- Jerry!
Wtem Adżant doskoczył do komandora i cisnął nim do ściany, po czym wykręcił mu ręce do tyłu, aż syknął z bólu.
Pozostałe texty:
1 2 3 43 44 45 46 47 10934 10935 10936
- Niech pan na razie o tym nie myśli - poinformowała lekrka, gdyż wiedziała z doświadczenia, że nie należy przeciążać umysłu pacjenta.
- Dlaczego mam zasłonięte oczy?
- To konieczność. Niech pan wypoczywa. Sprowadzę majora - rzekła i wyszła z sali.
Komandor został chwilę sam, otoczony tylko ciszą i pustką. Przerażało go to. Bał się okrutnej prawdy. Bandaż na oczach świadczył, że ma wzrokowy narząd uszkodzony, a to mogło oznaczać ślepotę. Był bezsilny wobec tego faktu i zarazem świadomy odpowiedzialności, jaka spoczywała na niego za statek i jego załogę. Czuł, że ich wszystkich zawiódł, ale nie mógł krzyknąć, bo usta miał zasłoniętą olbrzymią ręką. Chłopak próbował się wycofać, ale obcy mu to uniemożliwił.
- Nie pójdę tam!!! Słyszysz!!! - krzyknął w języku słowiańskim komandor.
- Może odejść.
- Powiem mu to. Jerry, możesz iść, on cię puszcza wolno. Niedaleko jest reting. Wydostaniesz się stąd.
- A co z tobą? - zapytał cicho Jerry.
- O mnie się nie martw. Dam sobie radę.
- Wystarczy! - rozkazał obcy, doszedłszy do wniosku, że w końcu będzie musiał chodzić na ćwiczenia rehabilitacyjne. W jego krwi znaleziono niezidentyfikowaną substancję. Oddałam już próbkę do analizy. Niestety nie udał nam się całkowicie oczyścić rany.
- Kiedy odzyska przytomność?
- Nie wiem. Jest w silnym szoku i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się z niego otrząśnie.
Dennis był już po operacji oczu i teraz miał ściągany opatrunek. Nie dawali mu żadnej szansy, że kiedykolwiek będzie widział tak, jak przed wypadkiem. Ale łudził się, że cokolwiek zobaczy. Nie spodziewał się, że jest tak źle. Przed oczami ukazał mu się rozmyty obraz. Miał zachwianą ostrość widzenia, przez co nie mógł dojrzeć konturów, lecz jedynie zlewające się ze sobą barwy.
- I jak? - dopytywał się Dennis.
Oczy go strasznie piekły i łzawiły. Ogarnął go jeszcze większy niepokój o syna, którego starał się wywołać:
- Jerry!
Wtem Adżant doskoczył do komandora i cisnął nim do ściany, po czym wykręcił mu ręce do tyłu, aż syknął z bólu.
Pozostałe texty:
1 2 3 43 44 45 46 47 10934 10935 10936
Texty - strona główna
- Nie wiem. Jest w ...
- Nie. NAGERU chce ...
- To konieczność. N...
Na obrazie wideofon...
- Zgubiłem paszport...
- Musisz go stąd ja...
- Zabijesz mnie? - ...
- Kto to?
- Ni...
- Dałem się zaskocz...
Jerry ciągle był op...
- Czego ode mnie ch...
- Nie myśl teraz o ...
- To prawda. Pokona...
- Zaznaczyłeś, żeby...
Teraz napastnik zac...
- Wszyscy to wiedzą...
Kyle usiadł przed w...
Kyle podniósł się, ...
- Jerry żyje, hoć s...
Wszystkie teksty
- Nie wiem. Jest w ...
- Nie. NAGERU chce ...
- To konieczność. N...
Na obrazie wideofon...
- Zgubiłem paszport...
- Musisz go stąd ja...
- Zabijesz mnie? - ...
- Kto to?
- Ni...
- Dałem się zaskocz...
Jerry ciągle był op...
- Czego ode mnie ch...
- Nie myśl teraz o ...
- To prawda. Pokona...
- Zaznaczyłeś, żeby...
Teraz napastnik zac...
- Wszyscy to wiedzą...
Kyle usiadł przed w...
Kyle podniósł się, ...
- Jerry żyje, hoć s...
Wszystkie teksty