Kyle podniósł się, unosząc lekko ręce.
- Zabijesz mnie teraz?
- Śpieszy ci się do śmierci? - odpowiedział Adżant pytaniem na pytanie i podszedł od tyłu człowieka.
Kyle zdążył jedynie odwrócić się twarzą ku wrogowi i w mgnieniu oka ujrzał, jak miotacz zbliżył się w stronę kolejnych schodów, żeby wydostać się z tej piekielnej spirali, ale przed nim rozpościerał się długi korytarz. Wiedział, że nie umknie. Wykrwawić raczej się nie zdąży, zanim tu wróg dotrze. Przysunął się pod ścianę i przymknął na chwilę powieki. Przypomniał sobie atak asteroidów i sabotują. Dziwię się tylko, że wysłali tylko jednego swojego żołnierza.
- Bo jeden jest wystarczający, żeby uprowadzić chłopca.
- Chyba nie podejrzewasz…?
- To nie był przypadek. On powiedział, że Jerry należy już do NAGERU. Słyszysz to? Przywłaszczył sobie mojego syna. Wiedzą, że wysyłam go na Polon, nie będzie też tam bezpieczny. Powinienem go odesłać na Ziemię.
- Tam też nie miał lekkiego życia.
- Więc co mam zrobić?
- Polon jest twierdzą, istniejącą już od prawie osiemdziesięciu lat i jeszcze ani razu nie poważyli się na atak. Będzie miał tam fachową opiekę.
- Może masz rację. A co z tym żołnierzem?


Pozostałe texty:
1 2 3 40 41 42 43 44 10934 10935 10936