Kyle podniósł się, unosząc lekko ręce.
- Zabijesz mnie teraz?
- Śpieszy ci się do śmierci? - odpowiedział Adżant pytaniem na pytanie i podszedł od tyłu człowieka.
Kyle zdążył jedynie odwrócić się twarzą ku wrogowi i w mgnieniu oka ujrzał, jak miotacz zbliżył się w stronę jego głowy. Nie zdążył jednak zrobić uniku i został uderzony w podbródek. Spadł bezładnie na podłogę i stracił przytomność, a Adżant obszukał wszystkie kieszenie oficera i znalazłszy paszport, wyciągnął i schował go jako kolejną zdobycz wojenną.
Teraz musiał jak najszybciej dostać się doswojego myśliwca i opuścić ten statek, nie będąc zauważonym..
Komandor leżał na kozetce, opatulony miękkim kocem. Był przytomny, ale nic nie wyczuł. Powodem tego faktu była z pewnością zbroja, ale widok lekko unoszącej się klatki piersiowej oznaczał, że Jerry ciągle żył. Pocieszyło to Adżanta,bo już zaczął go niepokoić zbyt długi sen zakładnika. Postanowił go wybudzić. Zostawił na chwilę chłopca i poszedł poszukać czegokolwiek, co mogłoby go obudzić. Wkrótce znalazł wydobywającą się parę z rury, która była podłączona do jednej z maszyn napędzanych gorącym powietrzem i zajmujących się chłodzeniem reaktora. Poszedłeś to sprawdzić…
- Tak, pamiętam to - zaczął odtwarzać w pamięci komandor. - Ktoś celowo zaczął spuszczać powietrze.
- Nie wiem jak się spotkałeś z Adżantem.
- Pamiętam krew.. dużo krwi… była wszędzie… na ścianach, schodach, podłodze… nie moja.
- Powinieneś odpocząć - zadecydował major i po chwili dodał, ruszając się z miejsca: - Gorączka ci wzmaga.
- Zostań jeszcze - rzekł Dennis, chwyciwszyza ramię swojego zastępcę. - Nie było żadnej walki. Adżant wykorzystał chłopca przeciwko mnie, musiałem się poddać.
- To zrozumiałe.
- Musisz go stąd jak najszybciej zabrać, nie jest tu bezpieczny.


Pozostałe texty:
1 2 3 4 5 10934 10935 10936