- Co miał oznaczać twój podniesiony głos? - zapytał obcy.
- Chciała dodatkowych szczegółów, więc ją zgromiłem. To jakiś podstęp. Ale teraz słyszę, że komandor i Jerry zostali znalezieni ranni.
- Mogę ci pogratulować, że go posłuchałeś. Tylko dzięki temu chłopak nie zdążył się wykrwawić.
- To prawda. Pokonał mnie, a ja nie mogłem się bronić - przyznał się Kyle.
- Opowiedz, jak to było.
- Co tu opowiadać. Jak przystawił mi miotacz do głowy? Jak modliłem się w duchu, żeby mnie nie zastrzelił? Jak musiałem wykonywać jeg żądania?
- Jakie żądania?
- Kazał mi wezwać pomoc medyczną na poziom zerowy, uwalniając linkę, która samoistnie nawijając się zbliżała do haczyka, w końcu się z nią połączyła i obcy mógł uwolnić ten element ze ściany i przytwierdzić z powrotem do zbroi. Linkę odzyskał, ale musiał poświęcić swój nóż.
Spojrzał na leżącego chłopca i pomyślał, że w końcu ma chwilę ciszy i spokoju.
Dochodziło już późne popołudnie, gdy na mostek kapitańki przyszedł mężczyzna w średnim wieku o starannie skrojonym mundurze i z zarysowanym na twarzy pewnym zmęczeniem. Był żołnierzem, ale nigdy nie uczestniczył bezpośrednio w bitwie, gdyż zajmował się jedynie przygotowywaniem posiłków.
Teraz wyraźnym głosem, skierowanym do wszystkich, się zapytał:
- Czy ktoś nie widział tego młokosa?
- Dlaczego go szukasz? - zainteresował się komandor.
- Wiemy wszystko… Chcę, żebyś nauczył swego syna życia… On należy do NAGERU… utrwaliło mu się najbardziej. Zaczął zgłębiać sens tej wypowiedzi i doszedł do wstrząsającego wniosku.


Pozostałe texty:
1 2 3 2930 2931 2932 2933 2934 10934 10935 10936