- Dlaczego mam zasłonięte oczy?
- To konieczność. Niech pan wypoczywa. Sprowadzę majora - rzekła i wyszła z sali.
Komandor został chwilę sam, otoczony tylko ciszą i pustką. Przerażało go to. Bał się okrutnej prawdy. Bandaż na oczach świadczył, że ma wzrokowy narząd uszkodzony, a to mogło oznaczać ślepotę. Był bezsilny wobec tego faktu i zarazem świadomy odpowiedzialności.
Tymczasem obcy, widząc, że wszystko idzi po jego myśli, popchnął chłopaka i Jerry padł zwrócony twarzą do posadzki. Po czym nastąpił oślepiający błysk i komandor krzyknął, zasłaniając rękami oczy.
- Nic nie widzę - przeraził się Dennis.
- Dzięki jednemu żołnierzowi. Tylko mnie zdziwił fakt, że nie było go z wami…
- Ktoś jeszcze został ranny, oprócz mnie? Kto?
- Jerry - cicho wyszeptał Hendrix.
- Mój syn? - zaczął sobie w końcu niektóre rzeczy kojarzyć. - Co z nim?
Komandor miał już zamiar wstać, żeby się zobaczyć z chłopcem, ale major go powstrzymał, tłumacząc mu:
- Jerry żyje, hoć stracił sporo krwi. Przeszedł już transfuzję, ale nie odzyskał jeszcze przytomności.
- Muszę go chociaż dotknąć.
- Medycy nikogo do niego nie dopuszczają. A poza tym musisz odpocząć.


Pozostałe texty:
1 2 3 2606 2607 2608 2609 2610 10934 10935 10936