Dochodziło już późne popołudnie, gdy na mostek kapitańki przyszedł mężczyzna w średnim wieku o starannie skrojonym mundurze i z zarysowanym na twarzy pewnym zmęczeniem. Był żołnierzem, ale nigdy nie uczestniczył bezpośrednio w bitwie, gdyż zajmował się jedynie przygotowywaniem posiłków.
Teraz wyraźnym głosem, skierowanym do wszystkich, się zapytał:
- Czy ktoś nie widział tego młokosa?
- Dlaczego go szukasz? - zainteresował się komandor.
- Wiemy wszystko.
- Od jeńców?
- Od jeńców. Nie musisz się martwić, nie torturujemy ich. Mamy lepsze metody.
- Czego ode mnie chcesz? - zapytał Kyle po silwarsku.
- Zrobisz wszystko, co ci powiem.
Obcy odsunął się od kanapy, ciągle celując w głowę człowieka, po czym do niego rzekł:
- Wstawaj, tylko powoli!
Kyle podniósł się, unosząc lekko ręce.
- Zabijesz mnie? - dopytywał się Dennis.
- Dzięki jednemu żołnierzowi. Tylko mnie zdziwił fakt, że nie było go z wami…
- Ktoś jeszcze został ranny, oprócz mnie? Kto?


Pozostałe texty:
1 2 3 21 22 23 24 25 10934 10935 10936