Jerry nie był nawet świadom, jakie wywołał zamiezanie. Spał, nie wiedząc co się wokół niego działo. Dla niego w tej chwili koszmar się skończył.
Do sali wszedł komandor Richardson, trzymając się ramienia jednego żołnierza o stopniu starszego kaprala. Obaj wartownicy stanęli na baczność i zasalutowali.
- Czy mam odwołać straż, komandorze? - zapytał starszy kapral.
- Jedynie na czas mojego tu pobytu - odrzekł Dennis.
Kapral skinął ręką i obaj ochroniarze po cichu wyszli.
Komandor podszedł do kozetki i rękami dotknął twarzy chłopca. Wyczuł pot i bijące ciepło, co sugerowało, że Jerry był trawiony gorączką. „Wybacz mi, chłopcze, że cię w to wciągnąłem” pomyślał komandor.
Wtem do sali weszła lekarka i z wyrzutem rzekła:
- Co pan tu robi? Powinien pan odpoczywać.
- Co z nim? - zapytał Dennis.
- Promień lasera przeszedł mu przez nogę, ale nie uszkodził żadnej kości. Będzie się normalnie poruszać, choć będzie musiał zastosować siłę. Podszedł do Richardsona i chwycił za rękę człowieka, po czym do niego rzekł:
- Wstawaj, tylko powoli!


Pozostałe texty:
1 2 3 16 17 18 19 20 10934 10935 10936