Losowy text:



Komandor powoli opuścił pistolet i rzucił go na podłogę.
- Kopnij go dalej - zażądał obcy.
Oficer usłuchał, oczekując co będzie dalej. Teraz wróg miał go na muszce i nie był w stanie ani sobie, ani synowi pomóc. Sam siebie w myślach zgromił za nieostrożność i brak odpowiedzialności.
Tymczasem obcy, widząc, że wszystko idzi po jego myśli, popchnął chłopaka i Jerry padł zwrócony twarzą do posadzki. Po czym nastąpił oślepiający błysk i komandor krzyknął, zasłaniając rękami oczy.
- Nic nie widzę - przeraził się Dennis.
- Dzięki jednemu żołnierzowi. Tylko mnie zdziwił fakt, że nie było go z wami…
- Ktoś jeszcze został ranny, oprócz mnie? Kto?
- Jerry - cicho wyszeptał Hendrix.
- Mój syn? - zaczął sobie w końcu niektóre rzeczy kojarzyć. - Co z nim?
Komandor miał już zamiar wstać, żeby się zobaczyć z chłopcem, ale major go powstrzymał, tłumacząc mu:
- Jerry żyje, hoć stracił sporo krwi. Przeszedł już transfuzję, ale nie odzyskał jeszcze przytomności.
- Muszę go chociaż dotknąć.
- Medycy nikogo do niego nie dopuszczają. A poza tym musisz odpocząć.
Dennis próbował poskładać myśli. Wiedział już, że to Jerry był tym brakującym elementem i że nie było żadnej walki. Adżant wykorzystał chłopca przeciwko mnie, musiałem się poddać.


Pozostałe texty:
1 2 3 10934 10935 10936